Samoloty

Pociąg Intercity, miał tylko półgodzinne opóźnienie, więc nie było większych problemów zdążyć na czas na lotnisko. Wszystko szło bardzo sprawnie i spokojnie. Żadnych pomyłek, zamotania. Najgorzej było z moim samopoczuciem, bo wreszcie zacząłem odczuwać skutki szczepionki na Żółtą Febrę. Miałem dużo czasu do odprawy, więc kupiłem sobie kawę i zacząłem się zastanawiać nad wszystkim co mnie otacza. Tyle ludzi, każdy z nich gdzieś leci, każdy ma swoje plany, swoje życie. Jakie to niesamowite, że na ten jeden krótki moment, nasze losy krzyżują się na tym lotnisku. Czasami spotkamy się wzrokiem, uśmiechniemy się do siebie, a później i tak zapomnimy, każdy pójdzie (poleci) w swoją stronę.

Co bardzo rzuciło mi się w oczy, to grupa dzieci z Azji, która na twarzach miała ubrane białe maski, takie jakie mają lekarze podczas operacji. Cała grupka liczyła jakieś trzydzieści parę osób, razem z wychowawcami. Wyglądali dosyć śmiesznie. Chodziło o ten nowy wirus grypy, H1N1. Kurza, świńska czy jakaś tam. Nie wiem, czy te wszystkie choroby tak szybko mutują, a nasza odporność tak słabnie, czy znowu komuś zależy na wywołaniu globalnej paniki.

Z lotniska na lotnisko, ludzi w białych maskach było coraz więcej. W samolocie widziałem dużo osób, którzy przez całą podróż nie ściągali ich z twarzy. Później to już nie tylko pasażerowie, obsługa na lotniskach była równie pięknie ubrana. Co chwilę widziałem różnych ludzi, turystów, młodych, starych, wszyscy w maskach. Aż na sam ten widok zacząłem czuć się źle. Jakby już była epidemia, a ja jedyny nie mam maski, bo już jest po mnie. Okropne uczucie.

Lot z Paryża do Sao Paulo minął bardzo szybko. W zasadzie na dwanaście godzin lotu, większość z nich spałem. Brazylijskie linie lotnicze TAM, naprawdę zadziwiły mnie swoim profesjonalizmem. Jedynym mankamentem były ciasne i niewygodne fotele, oraz jak to zwykle w samolotach, kiepskie filmy do wyboru. Włączyłem sobie jedną z proponowanych jedenastu stacji radiowych. Jakiś taki chillout, jazz, nie wiem do końca. Spałem jak dziecko. Pamiętam tylko, że budziłem się w momentach, kiedy pojawiła się informacja żeby zapiąć pasy (nie rozpinałem ich wcale, bo wbrew pozorom wygodniej się w nich spało). Wtedy patrzyłem za okno i widziałem jak wlatujemy w burzę. To było niesamowite wrażenie, takie morze wyładowań elektrycznych. Wtedy znowu zasypiałem. Widziałem jak burza staje się coraz jaśniejsza, tak jakby pod nią świeciło słońce. Jak lecimy coraz niżej, jak z łatwością widzę kształty na ziemi, drzewa, jak w końcu musimy awaryjnie lądować na jakiejś drodze. Wtedy znowu się budziłem i znów ten sam scenariusz. Za oknem burza, patrzę w nią, zasypiam, zaczyna się robić znowu coraz jaśniej. I tak chyba cztery razy. Piękny sen. Nie wiem ile razy się rozbiłem w myślach, ale na tych kilka lotów, które miałem w życiu, ten jest wyjątkowy, właśnie ze względu na te sny.

Ostatni lot, ten do Belo Horizonte, tak szybko się zaczął jak się skończył. Na docelowym lotnisku, musiałem zostawić mnóstwo papierów, które skrupulatnie wypełniałem przez wszystkie loty. Że nie mam H1N1, że nie mam ze sobą broni, narkotyków, ani nic do oclenia. Pracownicy, oprócz białych masek, mieli dodatkowo rękawiczki i takie białe fartuszki. Naprawdę, wyglądali jak z ostrego dyżuru.

Ściągnąłem z taśmy swoją mocno poniszczoną ostatnimi przeżyciami walizkę i wyszedłem z lotniska. Byłem w Brazylii.

Komentarze

  1. :-)

    I fly like paper, get high like planes
    If you catch me at the border I got visas in my name
    If you come around here, I make 'em all day
    I get one down in a second if you wait

    MIA - Paper planes

    OdpowiedzUsuń
  2. Hola ! a mnie sie snilo, dzisiaj ze calymi dniami musze siedziec na scenie programy Whose Line is it Anyway? na tych schodkach i patrzec jak oni sie wyglupiaja. siedze na samym srodku, nogi podwiniete, jakas taka skulona i patrze jak sie Drew Carry i reszta wydurnia. Publicznosc szaleje, wszystkie kamery emituja moj obraz, ale nikt nie zwraca na mnie uwagi. Nikt mnie nie widzi. Biore udzial bo musze, ale nic nie robie bo wiem, ze to nie ma sensu bo nikt tego nie zauwaza. To dopiero niesamowite uczucie, swiadomosc, ze jestes w centrum uwagi i nikt Cie nie widzi.

    A no i komar mnie przed chwila ugryzl.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bracie. Wspaniała sprawa. Podoba mi się bardzo nie tylko to co piszesz, ale też Twój styl. Wielu traci charyzmę przy pisaniu. Jednak czytając ten krótki tekst, miałem wrażenie jakbym z Tobą normalnie rozmawiał.

    Obóz toczy się do przodu. Teraz jestem z Larą w Kołobrzegu na tzw. "day offie". Opowiem Ci o tym jak będzie szansa skajpnąć. Ale to dopiero za jakieś dwa tygodnie. Póki co nie mam zbyt częstego dostępu do Internetu, więc będziemy musieli poczekać. Wyślij mi swój adres na mejla, albo jeszcze lepiej na smsa. No i trzymam za słowo, że dostanę pocztówkę od Ciebie.

    Trzymaj się, rozwijaj i baw najlepiej na świecie.

    Grzechu

    OdpowiedzUsuń
  4. Bracie? Czyzby Grzechu byl z nami spokrewniony? :D

    Sluchaj jak chcesz to zagladnij na zabawke, bo dzisiejszy dzien zaslugiwal na komentarz. Ty sobie jezdzisz a mnie tu Gruby Jahudi z Krakowa grozi!

    Jak jest po portugalsku "skapa szuja"?

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe, uwielbiam ten kawalek:)
    Tak, Grzechu jest z nami spokrewniony:P
    Ciesze sie bardzo ze czytacie ten blog:)
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty