1:1 przy 50:1

Zaraz po przyjeździe miałem okazję odwiedzić stadion Mineirão. Mimo, że nie jestem wielkim fanem piłki nożnej, muszę przyznać że stadion robił wrażenie. Co prawda spodziewałem się czegoś więcej po szatniach i całej części przeznaczonej dla piłkarzy i personelu, jednak gdy wyszedłem na murawę, poczułem ogrom tego stadionu. Jest to największy stadion w całym stanie Minas Gerais, gotowy pomieścić 70 tysięcy widzów. W 2014 ma być jednym ze stadionów mistrzostw świata.
Przez moment zastanawiałem się jak ten stadion musi wyglądać podczas meczu, przy sztucznym świetle, z tysiącami kibiców. Jakie emocje muszą gromadzić się po obu stronach, co czuje piłkarz wchodząc przez to samo wejście, przez które sam chwilę wcześniej wszedłem. Co czują kibice. Jak wygląda gra na żywo, bez szkła ekranu dzielącego nas od piłkarzy, bez komentarzy, bez reklam. Nie miałem wtedy pojęcia o tym, że niecałe dwa tygodnie później, będę mógł odpowiedzieć sobie na część tych pytań.

Mecz miał się rozpocząć o 21:50, lecz żeby dostać się na stadion musieliśmy wyjechać o 19:30. Stadion nie znajduje się centrum, tylko w dzielnicy Pampulha, jednej z najbogatszych dzielnic całego miasta. Kilka kilometrów przed stadionem, były już takie korki, że zdecydowaliśmy się zostawić samochód na najbliższym parkingu i resztę przejść pieszo. Zbliżając się do stadionu, można było zobaczyć dziesiątki samochodów, z biało-czarnymi flagami z logo Atletico . To był ich mecz. Kibiców Palmeiras nie było widać. Moi znajomi, chociaż wiele razy przychodzili tutaj na mecze, od dawna nie widzieli takich tłumów przed stadionem. Sprzedano prawie pięćdziesiąt dwa tysiące biletów, w końcu grała pierwsza i trzecia drużyna tegorocznego Copa do Brasil.

Musieliśmy przejść przez chyba cztery bramki i oczywiście zostaliśmy przeszukani przez policję, czy czasem nie wnosimy ze sobą broni. Mecz się miał rozpocząć za pół godziny, więc zdecydowaliśmy się coś jeszcze zjeść. Jedzenie na stadionie przed meczem jest tradycją w Minas Gerais. Najpopularniejsze danie serwowane na stadionie to tak zwane Tropeiro.
Sam nie próbowałem, ale wszyscy dookoła byli bardzo zadowoleni.

Byłem w sektorze Palmeiras. Moises, który nas zaprosił jest fanem Cruzeiro, a największym wrogiem Cruzeiro jest Atletico. Na stadionie na jednego kibica Palmeiras, przypadało pięćdziesięciu kibiców Atletico. Mimo, że było nas bardzo mało, wydawało mi się, że i tak nasz sektor jest najgłośniejszy. Każdy był ubrany na biało - zielono, część osób w klubowych koszulkach. Wszyscy stali, mimo że zostały tutaj jakiś czas temu zamontowane krzesełka, służą one tylko temu, by na nich stać podczas meczu. W przerwie widziałem, że kilka osób siedzi, jednak w trakcie meczu siedzenie mija się z celem. Nie widać nic, tylko nogi innych kibiców stojących na krzesłach z przodu. Oczywiście szał na punkcie grypy H1N1 jest dosyć duży, więc co jakiś czas można było zobaczyć kogoś w białej masce na twarzy.
Klimat niesamowity, ludzie klaskali, skakali na tych biednych plastikowych krzesełkach, aż było czuć drżenie pod stopami, kilka osób grało na bębnach, wszyscy śpiewali:

Meu palmeiras vai jogar, junto dele eu sempre estou
Não me Canso de Cantar, pra fazê-lo vencedor !
Dá-lhe Por... e dá-lhe Por... dá-lhe Porco e dá-lhe Por...

To był drugi mecz w życiu na jakim byłem, nie zdawałem sobie sprawy, że tyle osób jest na murawie, zanim rozpocznie się gra. Nie wiem co ci wszyscy ludzie tam robią. Oprócz tłumów ludzi w pomarańczowych kamizelkach, po murawie przechadzał się również facet w stroju kurczaka. Kurczak jest maskotką Atletico. Chyba nie sprawdziłbym się w takim zawodzie. Trochę to smutne, być kurczakiem drużyny piłkarskiej.
Gra obu zespołów robiła wrażenie, chociaż zdecydowanie lepsi byli piłkarze Palmeiras. Podczas całego meczu, było może sześć fauli, dwa spalone, jedna żółta kartka, jeden karny - zresztą w niewiarygodny sposób obroniony. Gra momentami bardzie przypominała balet, a nie znaną nam w kraju piłkę nożną. Byłem pod niesamowitym wrażeniem kunsztu, z jakim grały oba zespoły. Praktycznie wszystkie wejścia czyste, celne podania, piłka płynęła po murawie.

Oprócz murawy, mecz można było obserwować na dwóch telebimach, po obu stronach stadionu. Co mnie dosyć rozbawiło, jednak to był taki śmiech przez łzy, w momencie w którym któraś drużyna strzeliła gola, lub też zaszła jakaś groźna sytuacja, na telebimie pojawiała się reklama kart płatniczych MasterCard. Te telebimy były tam chyba głównie po to, by przemycić trochę reklam. Nie wiem czy podczas meczu na żywo, wsparcie z kamer jest konieczne.

Na stadionie nie można spożywać alkoholu, jednak emocje i pieśni piłkarskie wymuszają spożywanie dużej ilości płynów, więc coś pić trzeba. Podczas meczu można kupić kubek z wodą. Patent jest naprawdę bardzo fajny. Osobiście nie znoszę plastikowych rzeczy, które zaraz po użyciu się wyrzuca, bo są totalnie nie ekologiczne, jednak ten sposób sprzedawania wody zrobił na mnie wrażenie. Kubek z wodą wygląda tak:

Przypomina trochę opakowanie od jogurtu. Wodę kupuje się u wędrującego w czasie meczu sprzedawcy, dzierżącego na plecach wielki styropianowy karton - cooler, zawierający mnóstwo kubków z wodą. Nie wiem ile waży taki pełny karton, ale pewnie dosyć sporo. Jednak nic za darmo, taka przyjemność kosztuje 2,5 reala, to jest 4 zł.

Mecz zakończył się remisem jeden do jednego. Jeszcze przez kilka dni po meczu, w uszach dudniły mi bębny i słyszałem piłkarskie przyśpiewki. Wrażenia mam bardzo pozytywne. Chciałbym się kiedyś przejść na mecz w Polsce, by móc skonfrontować swoje odczucia. Nie wiem jak piłkarze, ale wierzę że polscy fani mnie nie zawiodą.

Da- lhe alegria, alegria no coração.
Daria a vida inteira para ser campeão.
A taça Libertadores Obsessão
Tem que jogar com a alma e o coração
Ole, Ole Eu canto eu sou Palmeiras até morrer
Ole, Ole Eu canto eu sou Palmeiras até morrer.

Radość, radość w sercu.
Mógłbym oddać całe swoje życie, by być zwycięzcą.
Puchar Libertadores jest mą obsesją.
Trzeba grać z duszą i sercem.
Ole, Ole! Śpiewam, Ja jestem Palmeiras do śmierci.
Ole, Ole! Śpiewam, Ja jestem Palmeiras do śmierci.

Komentarze

  1. Widze, ze dobrze sie bawisz wiesiu, a jak tam praca?
    Przez chwile mialem wrazenie, ze ty bedziesz gral w tym meczu ;-)
    Pozdrowienia z Gliwic! Jak wrocisz moze wybierzemy sie pobiegac, bo cos ostatnio mi sie to spodobalo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bawie sie dobrze, a praca jak to praca na uczelni:P
    Super, ze Ci sie spodobalo bieganie, tez tutaj staram sie cisnac:)
    Bieganie to chyba jeden z najprzyjmeniejszych sportow:D
    Pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  3. no to jest perwa...

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty