Nadrabianie

Skutki trzynastego w piątek, czy może raczej decyzji tego dnia podjętych. Poszedłem pobiegać, nie wziąłem ze sobą kluczy, a jak to bywa w piątki trzynastego, coś musiało pójść nie tak - domofon do mojego mieszkania był popsuty. Co by tu zrobić, pomyślałem. No nic, przecież nie mogę stracić temperatury, bo się przeziębię. Pobiegłem jeszcze raz, już nie tę samą trasę, trochę inną, dłuższą. Gdy znowu podbiegłem pod dom, zobaczyłem sąsiadkę wracającą z wieczornych zakupów. Szczęście się do mnie uśmiechnęło. Po ponad godzinie dostałem się do swojego mieszkania. I od tego czasu jeszcze z niego wychodziłem.

Cały tydzień wycięty z kalendarza. Mimo, że w jednym ze scenariuszy na wymarzoną niedzielę mam napisane: "Leżeć i nic nie robić, ewentualnie obejrzeć jakiś film.", to naprawdę nie chodziło mi w nim o to co przeżywałem przez ostatnie dni. W sumie obejrzałem kilka filmów, to fakt, ale scenariusz nie zakładał gorączki, kaszlu, bólu głowy, etc.

Tak leżąc i źle się czując, bo "złe czucie" było jednym z głównych objawów mojej nienazwanej choroby, miałem trochę czasu na przemyślenie tego co przede mną, ale również tego co już za mną.

Z tego co przede mną to dużo pilnych spraw, które czają się na mnie każdego dnia. Wiem, że samo się nic nie zrobi i to że przechorowałem ostatnie dni, tylko zagęści mój plan.

Myślałem też trochę o tym jak to było kiedyś, tak naprawdę kiedyś...

Gdy miałem kilka lat, byłem w pełni świadomą młodą osobą, z wizją swojej przyszłości. Dokładnie wiedziałem na co pójdę na studia, wiedziałem w jakim wieku będę chciał założyć rodzinę, znałem wartości jakimi się będę kierować do końca swojego życia. Miałem siedem lat i życie zaplanowane co do minuty. Wszystko było dla mnie jasne. Znałem swoje słabe i mocne strony. Można powiedzieć stąpałem twardo po ziemi, w tenisówkach nr 27. Tamten czas miał duże lepsze kolory.

Poszło trochę inaczej. Nie mówię że lepiej, czy gorzej, ale na pewno inaczej. Zastanawiam się czasem co siedmioletni Nowy pomyślałby, spotykając obecnego Nowego. Czy byłby pod wrażeniem i powiedział: "Ej stary, może i poszedłeś trochę na około, ale i tak jesteś tam gdzie miałeś być.". Albo też popatrzyłby tylko i powiedział: "Szlag, zupełnie nie to co miało być. Ale namieszałeś, przecież plan był tak prosty.". Wtedy pewnie bym go próbował zabajerować i pokazać jakieś fajerwerki z ostatnich lat. Coś bym powiedział o znajomych, podróżach, pracy, ale czuję że nie kupiłby tego. Muszę wyznać, że siedmioletni Nowy to był gość. Miał charakter.

Na całe szczęście czasami widzę że trochę siedmioletniego Nowego siedzi w tym obecnym. Czasem wspólnie realizują jakieś cele, czasem jeden dla drugiego jest autorytetem. Realizacja planów z młodości jest niesamowicie motywująca. Dobrym przykładem jest bieganie do którego wróciłem ponad rok temu, a zaczynałem biegać jak miałem siedem lat.

Bo nie ma znaczenia czy zaległości są jednodniowe czy wieloletnie. Wystarczy trochę dobrej woli by zacząć je nadrabiać.

Komentarze

  1. No aż tak młodego Nowego to nie znałem, ale z tego co pamiętam to rzeczywiście kiedyś miałeś więcej "gupot" w głowie. Na szczęście, choć nie mi to oceniać, trochę ci ich jeszcze w niej zostało. W każdym razie man - każdy się zmienia i w przyszłości spojrzymy na siebie samych w wieku 23 lat jak na gówniarzy. Niby każdy to wie, ale warto to sobie w takich chwilach przypominać.

    P.S.
    Ja się cieszę, że nie jestem już tym młodszym Koprem. Dopiero bym se kaszy narobił... łohoho... :]

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty