Półsen

Rano, zanim dobrze otworzę oczy, gaszę jedną ręką budzik na komórce, a resztą ciała i umysłu pogrążam się w półśnie. Ów półsen pokazuje mój codzienny świat, mnie, ludzi których spotykam. Jednak wszystko jest wynaturzone. Świat albo za duży, albo za mały. Ja w nim jestem za duży, albo zupełnie zagubiony. Jest jak połączony wiersz poety, który właśnie dostał literackiego nobla, z wierszem poety piszącym w publicznych szaletach. Czuję jak podczas takiego porannego półsnu mój umysł rzyga całym niepokojem jaki siedzi w mojej podświadomości. Mieszają się moje obawy z moim życiem, to połączone z surrealistyczną scenerią sprawia że chce jak najszybciej wstać, albo w ogóle nie otwierać oczu.

W końcu się budzę i siedzę przez chwilę na łóżku. Przez moją głowę przechodzi kilka myśli, na ogół zawsze takich samych: "K…, dlaczego moje życie jest takie skomplikowane?", "Co mi się do cholery śniło?", "Zobaczymy co przyniesie mi ten dzień.", "Nowy, ciś tam!""O k..., już jestem spóźniony!"

Dzień mija normalnie, szybko i ciekawie. Zawsze dużo się dzieje, spotykam różnych ludzi, robię jakieś rzeczy, czasem ciekawe, czasem trochę mniej. Dzień to mój świat. Wieczór, to dla mnie dalej część dnia, więc nic się nie zmienia. Zatem noc to powinien być mój czas na odpoczynek i refleksję, jednak pochłonięty sprawami całego dnia, najczęściej mogę tylko powiedzieć sobie: "Jest super", albo "Jest beznadziejnie". Rzadko kiedy jestem w stanie przed zaśnięciem obiektywnie spojrzeć i powiedzieć że to było OK, a to nie. W końcu zasypiam. Budzę się rano jedną ręką gaszę budzik, by jeszcze na kilka minut zapaść w półsen. Takie błędne koło, sterowane obrotami ziemi.

Półsnów na ogół nie pamiętam, może to i dobrze. Cały czas wierzę, że właśnie podczas snu oczyszczamy nasz umysł z rzeczy niepotrzebnych. Czasem jednak jakieś obrazy zostają nam w pamięci. Pamiętam sen o wojnie, jaki mi się przyśnił gdy miałem 4 lata. Przez wiele lat bałem się wojny. Jeszcze jakieś szczątki snów z lat kolejnych, mam zapisane w pamięci. Ostatni półsen z przed kilku tygodni jest dla mnie nadal bardzo wyraźny. Był piękny, trochę przerażający. Miał piękne kolory, był taki prawdziwy.

Stałem w sklepie z tkaninami i przeglądałem palety z materiałami w różnych barwach. Tak naprawdę wybierałem kolor przepaści w którą miałem się rzucić. Spojrzałem na ognisto czerwoną płachtę, pod nią zobaczyłem Wielki Kanion Kolorado, spojrzałem na karmazynową płachtę, a pod nią ukazał się klif z którego mogłem się rzucić w ocean. Stałem w tym sklepie i wybierałem, a sprzedawca podawał mi kolejne palety, bym mógł spoglądać w coraz to nowe przepaści.

Nie pamiętam czy, a jeżeli tak to w którą przepaść zdecydowałem się w końcu skoczyć. Nie wiem co ten sen oznaczał. Powinienem chyba trochę postudiować Freuda.

Siedzę teraz i się zastanawiam jak wszyscy rozmijamy się z własnymi wyobrażeniami o sobie, o ludziach na których nam zależy, o całym tym widocznym przez okno świecie. Jak każdy z nas tak naprawdę ma tyle samo problemów, tylko niektórzy mają lepsze metody by sobie z nimi radzić. Jak mało kto docenia to co ma. Jak większość rzeczy jakie robimy nie ma sensu, a to co tak naprawdę ma sens jest przez nas zrzucane na drugi plan, bo: "przecież jesteśmy młodzi", "czas się najpierw dorobić, a później ustatkować", "najpierw skończ studia", "młodość, a nie odpowiedzialność", "na coś trzeba umrzeć", "i tak nie dożyję trzydziestki", "ideały? na jakim świecie Ty żyjesz?" etc.

To wszystko, o co teraz walczymy jest trochę jak ten poranny półsen, który nas inspiruje albo wybija. Z jednej strony chcemy śnić dalej, z drugiej strony chcemy się obudzić. W końcu i tak zapomnimy o czym śniliśmy i zorientujemy się że jesteśmy gdzie indziej niż nasze abstrakcyjne plany zakładały. A życie tak czy siak zafunduje nam swoje własne rozwiązanie. Rozwiązanie którego najczęściej nigdy się nie spodziewamy, ale tak naprawdę bardzo długo na nie pracujemy.

Komentarze

  1. no no no Paulo Coelho z pazurem... good for You my boy, good for you!
    A co do Freuda to nie tykaj, bo moze byc niemile zaskoczenie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie ubrales ten sen w slowa, bylo to troche bardziej zamotane jak opisywales go w wiedniu..

    jesli chodzi o psychologow, to zdania na temat marzen sennych sa podzielone. niektorzy (w tym Freud) twierdza, ze jest to swiat rzeczywisty przetlumaczony na jezyk podswiadomosci. wiekszosc behawiorystow i innych neuro-naukowcow raczej w to nie wierzy; to po prostu losowe neurony wypalaja losowy sygnal, w losowym czasie. proces jest niekontrolowany i dlatego wychodza czesto takie dziwolagi.. ale, ale, zeby pojawil sie w twoim snie jakis obraz, musi byc zakodowany gdzies w twoim mozgu... ja osobiscie wierze, ze sny moga miec kolosalne znaczenie przy rozwiazaniu jakiegos problemu i zawsze (moze to troche okultystyczne jak na studenta psychologii ale co tam) szukam sensu. nawet jesli go nie ma i to tylko moje (nasze) urojenia, warto jest szukac sensu, niz stwierdzic naturalistycznie ze jest to bez sensu. a do takiego wniosku dojsc latwo, bo tak naprawde to tylko elektryka i chemia. pozdrawiam cie bracie, grz

    OdpowiedzUsuń
  3. Sen, półsen...
    A ja bym chętnie zobaczył jeszcze jakieś fotki z Brazylii, pokazujące ludzi tam żyjących, samo życie w mieście... itp.
    Może warto by było wrzucić jakąś ciekawą galerię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Grz & toyty: Dziękuje za Wasze komentarze;)

    @Patryk: W najbliższym czasie wrócę do mojej brazylijskiej podróży, już mam w szkicach kilka tekstów pełnych zdjęć, jednak teraz trochę terminy mnie gonią z każdej strony:)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty