Świadomość biegu

Właśnie wróciłem z wieczornego biegania. Mimo niskiej temperatury, około -10*C, ani przez chwilę nie czułem chłodu szarej i bezśnieżnej zimy jaka w tym roku panuje w moim mieście, również szarym. Lubię biegać późnym wieczorem, ma to w sobie jakąś magię. Miasto jest mniej zatłoczone, panuje większy spokój, nie widać tego bałaganu, brudu i pośpiechu.

Biegło mi się dobrze, jak zwykle starałem się liczyć oddechy. Jednak wyłączenie się choćby na krótką chwilę nie jest łatwe. Co chwilę moje myśli uciekały w różne strony. Czasem myślami byłem w pracy, rozkminiając któryś z projektów nad którymi teraz pracuję, albo planując kolejne spotkanie. Czasem moje myśli wracały do weekendowego wyjazdu do Wrocławia, w czasie którego praktycznie przez 80% czasu imprezowaliśmy z ekipą, więc miałem co wspominać - wyjazd był naprawdę gruby. Czasami włączały mi się przemyślenia dotyczące mnie samego, moich znajomych, sensu życia, planów na najbliższe miesiące, przebytych związków, obecnej sytuacji politycznej na świecie, wykładu z filozofii, na który poszedłem dzisiaj wieczorem ... w mojej głowie kotłowało się wszystko.

Wracałem do liczenia oddechów. Moje myśli próbowały zaburzyć mój bieg,  jednak co jakiś czas udawało mi się świadomie pobiec kilkadziesiąt metrów, skupiając się tylko na oddechu, by znów  złapać jakiś wątek i trwać w nim do momentu, w którym uświadamiałem sobie że biegnę i muszę wrócić do liczenia oddechów i porzucić wszystkie pozostałe myśli.

Kiedyś biegałem z muzyką. Na odtwarzaczu miałem stworzoną playlistę, której słuchałem tylko podczas biegu. Pod koniec maja zrezygnowałem z dodatkowych dźwięków, by zacząć bardziej świadome bieganie. Po pierwsze chciałem skupić się tylko na świadomym biegu. Dodatkowo różny rytm poszczególnych piosenek, nie pomagał mi w utrzymywaniu równego oddechu. No i nie chciałem się sztucznie ograniczać - zauważyłem, że gdy padała mi bateria w mp3 playerze, to wtedy biegło mi się zdecydowanie gorzej, co sprawiało że mój trening nie sprawiał mi już takiej radości. W końcu zdecydowałem się zostawić odtwarzacz w domu, a podczas biegu słuchać tylko rytmu własnego oddechu i tego co dookoła mnie hałasuje. Przez pierwszy tydzień było ciężko się przyzwyczaić, jednak po paru biegach poczułem, że to była dobra decyzja.

Miasto oświetlone latarniami, lekki lodowaty wiatr, świadomy oddech, pojedyncze gwiazdy na śląskim niebie. Ten krótki moment, w którym się już nic nie analizuje i nic nie ocenia, tylko ma się na wszystko wywalone. Piękne uczucie, którego też staram się wtedy nie oceniać, by znów nie zatracić się w rozkminie nad tym co było, czego nie było, a mogło być, co może będzie. Po prostu cieszyć z tego jak jest. 



To był dobry bieg.

Komentarze

Popularne posty