Taxi

Taksówkarze kairskiej ulicy, aż tak bardzo się nie różnią od naszych polskich taksiarzy.  Wszyscy mają swoje historie do opowiedzenia, każdy narzeka na polityków, dziurawe drogi i niskie zarobki. Część jeszcze próbuje naciągnąć nieświadomych pasażerów na wyższą opłatę, w szczególności gdy ów pasażer nie zna dobrze miasta.

Niezbyt często poruszam się  po polskich miastach taksówkami, wolę wszędzie dostać się pieszo lub w ostateczności komunikacją miejską. Troszkę inaczej jest za granicą, gdy nie znam miasta i/lub nie ma zbyt rozwiniętej komunikacji miejskiej (w Omanie poruszałem się tylko taksówkami, albo łapałem stopa). Jednak po ostatniej lekturze i interesujących opowieściach warszawskiego taksówkarza, postanowiłem, że będę częściej brać pod uwagę podróż taksówką. No ale po kolei.

"TAXI. Opowieści z kursów po Kairze", książka Egipskiego dziennikarza Chalida Al-Chamsiego to kilkadziesiąt krótkich relacji z podróży taksówką po Kairskich drogach. Opowieści czasem zabawne, czasem skłaniające do przemyśleń i refleksji, kilka też dosyć przeciętnych, których już zupełnie nie pamiętam.

Zanim jeszcze trafiłem na papierową wersję książki, miałem okazję posłuchać słuchowiska w radiowej trójce, w którym prezentowane były jej fragmenty. Było to już jakiś czas temu. Później zaopatrzyłem się w papierowe wydanie, które przez kilka miesięcy leżało na starcie książek "Do przeczytania", jednak dopiero niedawno miałem czas, żeby się za nią zabrać.

TAXI wziąłem ze sobą w podróż do Finlandii, żeby uprzyjemnić sobie czas spędzony w pociągach, przy gate'ach, w samolocie i pomiędzy rozmowami z przypadkowymi ludźmi, których mam całkiem sporo podczas każdej podróży. I tak przez całą drogę do Finlandii mogłem poznawać opinie Kairskich taksówkarzy na temat sytuacji politycznej i gospodarczej Egiptu, ich trudnego, taksiarskiego życia (życie naprawdę ich nie rozpieszcza i ledwo wiążą koniec z końcem  - podobne obserwacje miałem w Omanie, może kiedyś o tym napiszę) oraz historii współczesnej ich kraju. Padło wiele gorzkich słów na temat Hosniego Mubaraka. Książka opisuje rozmowy, jakie Al-Chamsi odbył od kwietnia 2005 do marca 2006, wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że w styczniu 2011 roku dojdzie do wielkiej, egipskiej rewolucji. Jednak pewien niepokój i nerwowy nastrój egipskiego społeczeństwa można wyczuć poprzez głosy Kairskich taksówkarzy niemal w każdej opisanej przez autora historii.

Książkę polecam. Jedyny jej minus jest taki, że czyta się ją bardzo szybko. Przeczytałem ją w kilka godzin, a niestety nie miałem nic więcej do czytania, więc od 04:57 rano, gdy w barze przy stacji benzynowej w Tampere "zakończyłem podróż Kairską taksówką", pojawił się problem "What's next?". Pozbierałem swoje graty, ubrałem zimową czapkę i poszedłem się przejść po zupełnie jeszcze ciemnym, ale przy tym bardzo klimatycznym, fińskim mieście.

Po ponad godzinie spacerowania, dosyć zziębnięty trafiłem na dworzec, z którego miałem pociąg do Jyväskulä. Nie miałem już co czytać, więc postanowiłem spisać to co zapamiętałem z rozmowy z warszawskim taksówkarzem, którą odbyłem kilkanaście godzin wcześniej w drodze z dworca centralnego na lotnisko.

Taksiarz: Widzi Pan tego z tyłu? Zomowiec jeden, próbuje ludzi naciągnąć.

Spojrzałem przez tylną szybę i zobaczyłem przy chodniku zaparkowaną taksówkę, przy której jakiś starszy gość rozmawiał przez uchyloną szybę z taksówkarzem.

Taksiarz: To jest stary zomowiec, ja go tam rozpracowałem. On tu od niedawna jeździ. Wcześniej jeździł z resztą tych bandytów, ale się ostatnio przeniósł w ten rejon i mi tu skurwysyn ludzi naciąga. Ja już z nim kiedyś miałem rozmowę, to mi grozić zaczął. A ja, wie pan, się tam go nie boję . Może i mam na karku 58 lat, ale sporty walki uprawiałem i bym go szybko załatwił. Chociaż ostatnio, wie pan, to trochę z tym moim sercem nie najlepiej…

Nowy: Serce, poważna sprawa.

Taksiarz: Tak, poważna. Sporo tych badań miałem, ostatnio nawet, wie pan, to z jednych uciekłem.

Nowy: Jak to pan uciekł?

Taksiarz: Wystraszyłem się. Lekarka mi tuż przed badaniem powiedziała, że ostatnio zmarła jej bratowa na serce. I też miała, wie pan, to badanie, które właśnie miałem mieć. Tak więc jak lekarka weszła do swojego gabinetu i kazała mi zaczekać na korytarzu, to ja szybko odwróciłem na pięcie i uciekłem.

Nowy: No ale bratowa lekarki nie umarła chyba z powodu tego badania, prawda?

Taksiarz: Na pewno nie, ale jakoś się zraziłem do tego badania z tą lekarką.

Nowy: To nie leczy się pan już na serce?

Taksiarz: Leczę się, ale to badanie zrobię dla własnego spokoju gdzie indziej. Tak więc teraz, przez to serce głównie, to nie jeżdżę tak jak kilka lat temu... Chociaż, ja do tej taksówki to też tak przez przypadek nie wsiadłem. Widzi pan, skończyłem wyższe studia, z wykształcenia jestem inżynierem mechanikiem. Za komuny byłem internowany. Ha! Z jakimi to ja personami i celebrytami obecnej sceny politycznej nie siedziałem, to ja nawet panu mówić nie będę. I tak pan mi nie uwierzy. Ale są to osoby z pierwszych stron gazet... Dlatego też trudno mi się dziwić, że ja tych jebanych ubeków i zomowców tak bardzo nie znoszę. Dużo od nich w dupę dostałem w młodości, ale wszystko wtedy wytrzymałem. Dlatego tym bardziej się teraz ich nie boję. A ja zawsze tam rozpoznam, kto po której stronie stał.

Nowy: To długo pan siedział w tym więzieniu?

Taksiarz: Rok mnie trzymali. Później udało mi się wyjść i uciec do Niemiec. Tam pracowałem przez 12 lat. Po powrocie do kraju założyłem firmę, ale wie pan, to nie jest taka łatwa sprawa mieć firmę w Polsce .

Nowy: No tak, spora biurokracja.

Taksiarz: To z jednej strony. Od pierwszego tygodnia jak firmę założyłem, to mi na zmianę tylko wchodzili, albo ci z urzędu, albo ci z głowami na krótkich karkach, wie pan, z mafii. Tak więc szybko firmę musiałem zamknąć, bo jedni i drudzy chcieli ode mnie pieniędzy. A płacić nie chciałem. Płaciłbym jednym, to nie miałbym pieniędzy żeby płacić drugim. Ja tylko uczciwą pracą chcę zarabiać. Ale tak to, wie pan, w Polsce już niestety wygląda. Nierobom się daje pieniądze, a jak człowiek chce sam biznes założyć, to zrobią wszystko, żeby mu się nie udało. Tak więc zrobiłem w końcu licencję taksówkarza i zacząłem jeździć. A odnośnie nierobów, to nie wiem czy wie pan, ale nowe odcinki Świata według Kiepskich puszczają w Polsacie.

Nowy: No nie wiedziałem, nie mam telewizora.

Taksiarz: To jest dobry serial, hehe. Tak sobie teraz to z żoną oglądamy, bo się nam wszystkie odcinki nagrywają na ten nasz dekoder co ostatnio kupiłem. Wie pan, babki Kiepskiej nie ma, a Waldek ma żonę. Ale ona widać że trochę sztucznie gra. To już nie to co stare odcinki Kiepskich, ale też śmieszne.

Nowy: No serial pamiętam sprzed lat. Bardzo mi się podobał. Trochę przerysowany obraz niejednej polskiej rodziny: mąż pijak, żona robi na cały dom, syn przygłup i zdzirowata córka.

Taksiarz: Dokładnie, tak to wygląda, ale powiem Panu więcej. W Polsce w  każdym bloku, w każdej kamienicy znajdzie się taka wścibska kurwa jak Paździoch.

Umarłem po tym zdaniu. Może nie był to szczyt poezji, ale w sumie gość miał dużo racji. W każdej kamienicy jaką znam, taki Paździoch mieszka. Zaśmiałem się.

Taksiarz: Wie pan, raz, to wiozłem takiego młodego biznesmana na lotnisko. I wie pan co?

Nowy: Nie mam pojęcia.

Taksiarz: Usiadł z tyłu, wyciągnął telefon i zaczął z kimś po angielsku rozmawiać. A zanim jeszcze zaczął rozmawiać, to do mnie tak lekceważąco się odnosił. Że niby ja taksówkarz, to od razu muszę być od niego gorszy. Więc jak tylko skończył gadać, to ja mu powiedziałem do słuchu. Że jakby chciał, to ja mogę się z nim po niemiecku, angielsku i węgiersku dogadać. Że kilka tysięcy książek przeczytałem, że mam wyższe wykształcenie, że 12 lat za granicą mieszkałem, że firmę kiedyś miałem, ale w Polsce to tak łatwo firmy prowadzić się nie da, że za komuny, gdy on jeszcze w pieluchy robił, to ja w więzieniu siedziałem i to z naj...

Bohater opowieści taksówkarza z każdym kolejnym zdaniem stawał się coraz mniejszy i bardziej zawstydzony swoją początkową postawą. Pod koniec opowieści zaczął przepraszać taksówkarza i mówić że nie wiedział, z kim ma do czynienia.

Taksiarz: I jak się tu kurwa nie oburzyć, jak ma się takich ludzi przewozić, co jeszcze nawet człowieka nie znają, a już zaczynają go oceniać.

Nowy: Nikt nas nie ma prawa oceniać, tak samo jak my nie mamy prawa oceniać innych.

Taksiarz: Dokładnie tak.

Dojechaliśmy na lotnisko. Zapłaciłem 40 zł i serdecznie pożegnałem się z tym nietuzinkowym taksówkarzem. Oczywiście nie dostałem żadnego paragonu, więc podejrzewam, że trochę przepłaciłem. Ile z tego co mówił kierowca było prawdą, to trudno powiedzieć. Jednak podczas tej krótkiej podróży na lotnisko, czułem się prawie jak Al-Chamsi, rozmawiający z jednym z kairskich taksówkarzy.

Mimo, że wielu mądrości życiowych mi ów taksiarz nie przekazał, no może poza Paździochem mieszającym w każdym bloku, to jednak cała rozmowa na długo pozostanie mi w pamięci.

Podczas swoich kolejnych wyjazdów, będę zdecydowanie częściej korzystać z taksówek, niż do tej pory.

Komentarze

  1. Fajnie to napisałeś, czytało sięe bardzo szybko i aż chciałoby się wiedzieć, co jeszcze ten taksówkarz ma do powiedzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, dzięki wielkie :) Jeszcze coś wspominał o jeździe na oponach zimowych, gdy nie ma śniegu na ulicy, ale uznałem, że to nie wniesie dużej wartości do całej historii ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. http://krakow.gazeta.pl/krakow/2029020,35798,11456580.html

    OdpowiedzUsuń
  4. @Czeszka: dobry motyw :) Jak widać sposób zawsze się znajdzie :D

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty