Relacja z nieoczekiwanych zmian na trasie

Zakończyłem jedną z najlepszych podróży, jakie dane mi było do tej pory przeżyć. Pełna relacja z wyjazdu będzie się pojawiać w przeciągu najbliższych dni / tygodni, zależy od mojego obłożenia w różnych pracowo-prywatnych obowiązkach, jednak już teraz zapraszam do zaglądania na bloga. Porobiłem sporo fotek i zapisałem cały gruby notes różnymi rozkminami o życiu i przemijaniu, związkach, fajnych miejscach, które warto odwiedzić oraz ciekawostkami i historiami, które opowiedzieli mi spotkani w podróży ludzie.

Plan, jak już pewnie wiecie z poprzedniego posta, zakładał, że całą trasę z Polski do Stambułu przejadę pociągiem, a po drodze zatrzymam się w Budapeszcie, Belgradzie (Misiek w komentarzu wytypował Sarajewo;)) i ostatecznie dotrę do Stambułu. Jak wiadomo, z planowaniem jest tak, że niezależnie jak dokładnie wszystko zaplanujemy, to i tak będzie inaczej. Ważne, żeby mieć jasny cel, do którego się dąży. W przypadku tej podróży, jeszcze w Gliwicach musiałem zacząć modyfikować plany.

Kilka godzin przed wyjazdem, okazało się, że nie ma już miejsc w kuszetce do Budapesztu, więc będę musiał całą drogę przesiedzieć. Kupiłem normalną miejscówkę. Pociąg z Gliwic do Katowic miał prawie godzinne opóźnienie, więc nie chciałem ryzykować spóźnienia, dlatego poprosiłem ojca o to, żeby rzucił mnie do Kato. W pociągu do Budapesztu okazało się, że rano w Warszawie była awaria systemu, który wie, które miejscówki zostały sprzedane, a które są jeszcze wolne, dlatego spora część osób, jechała całą noc na stojąco, bo kilka osób miało wykupioną miejscówkę na to samo miejsce. Ja szczęśliwie mogłem siedzieć w przedziale.

W Budapeszcie okazało się że w hostelu, w którym planowałem się zatrzymać, nie ma już miejsca. Generalnie wszystkie hostele tego dnia były pełne, a część z hosteli była w tym czasie po prostu zamknięta, ponieważ sezon turystyczny dopiero zacznie się za jakiś czas. Postanowiłem więc skrócić swój pobyt w Budapeszcie do jednego dnia i złapać nocny pociąg do Belgradu.

W Belgradzie spędziłem 2 zajebiste dni. Jednak gdy poszedłem kupić miejscówkę na pociąg do Stambułu, okazało się że pociąg na tej trasie już w ogóle nie kursuje. Mogłem wziąć nocny pociąg do Sofii (do którego w momencie, w którym byłem na dworcu miałem 3 godziny), albo rano zabrać się do Sofii autobusem. Z Sofii miałem dalej jechać pociągiem. Zdecydowałem się na autobus, żeby zostać jeszcze jedną noc w Belgradzie. Rano, gdy przyszedłem na dworzec, okazało się, że nie ma już biletów na autobus. Na całe szczęście poszedłem pogadać z kierowcą i zgodził się mnie zabrać. Co prawda w trakcie samej podróży musiałem kilka razy zmieniać autobus, ale to nie był duży problem.

W Sofii od razu udałem się na dworzec kolejowy, gdzie z wielkim trudem udało mi się znaleźć kasę, w której można kupić bilety na pociągi międzynarodowe, jednak znów nic nie poszło zgodnie z planem, ponieważ okazało się, że pociąg do Stambułu odjechał 30 minut wcześniej i kolejny będzie dopiero następnego dnia o tej samej porze. Nie chciałem tracić doby w Sofii, dlatego poszukałem przewoźnika, który mógłby mnie zawieść do Stambułu jeszcze tej samej nocy. Kilka godzin później za niespełna 20 euro, jechałem całkiem wypasionym autobusem do Stambułu.

W Stambule było bardzo grubo i inspirująco.

Powrót do Polski też nie był bezproblemowy. Samolot z lotniska im. Atatürka w Stambule był opóźniony prawie godzinę. Z powodu bardzo dużego ruchu w strefie powietrznej samolot nie miał zgody na start i musiał czekać. Po wylądowaniu w Wiedniu, podczas kontroli paszportowej, pokazując swoją kartę pokładową na samolot do Krakowa, usłyszałem tylko "You should run", co też uczyniłem. Do samolotu wbiegłem jako jeden z ostatnich pasażerów. Lot do Polski był dosyć krótki, ale dawno nie leciałem w tak silnych turbulencjach.

Te wszystkie "problemy" dodały tylko smaku całej podróży. Dzięki tym losowym opóźnieniom, konieczności zmiany środka transportu z pociągu na autobus, miałem okazję poznać bardzo fajnych ludzi, m.in. pisarza z Czech, szukającego inspiracji do nowej książki, podróżując z Barcelony na bliski wschód, czy też młodą Bułgarkę, pracującą we włoskim Hotelu, odpowiedzialną za obsługę VIPów w stylu Johnego Deppa, Angeliny Jolie czy też The Strokes.

Sam wyjazd był rewelacyjny. Bardzo dużo dowiedziałem się o Serbii i Turcji, poznałem kilka świetnych osób, mogłem doświadczyć jak wygląda życie nocne w centrum Stambułu, byłem zakochany niezliczoną ilość razy w Turczynkach, Serbkach, Węgierkach i Bułgarkach, spróbowałem trochę pograć na Bağlamie - takiej tradycyjnej tureckiej gitarze, mocno się wychillowałem, zwiedziłem kilka fajnych obiektów, podskoczyłem na dwie bardzo ciekawe wystawy, zobaczyłem zbombardowane przez amerykanów w 1999 roku budynki w centrum Belgradu, usłyszałem kilka ciekawych historii, ale przede wszystkim przywiozłem wielki bagaż nowych doświadczeń i przemyśleń (no i kilka płyt z Jazzem w Tureckim wydaniu).

Tak jak pisałem na początku, będę chciał co parę dni wrzucać jakiś tekścik z podróży plus trochę zdjęć, więc mocno zapraszam. Przypominam, że jest możliwość subskrybcji bloga, do której Was wszystkich zachęcam.


Komentarze

Popularne posty