Poranna, wczorajsza impreza

Nie zawsze udaje się wysiąść z pociągu w niedziele rano i dołączyć do wciąż trwającej, sobotniej imprezy. Miałem trochę szczęścia.

Do Belgradu dojechałem parę minut po szóstej rano. Na dworcu pojawił się nie Vlada, z którym się ustawiłem dzień wcześniej, ale mój drugi ziomek z Serbii.

Bojan: Dobrze Cię widzieć. Kopę lat.

Nowy: Hey Stary, trochę czasu minęło od Omanu. Ciebie również dobrze widzieć.

Bojan: Słuchaj, bo jest akcja, możemy od razu się zalogować w mieszkaniu u Vlady, albo.. bo widzisz, wyszliśmy wczoraj o 17 spotkać się ze znajomymi, tak normalnie pogadać i zrobiła się z tego grubsza impreza, która wciąż trwa. Więc jak nie jesteś bardzo zmęczony po podróży, to może chcesz wyskoczyć na jakieś drinki.

Nowy: Brzmi jak super pomysł. Zobaczymy jak wygląda belgradzkie życie nocne o 6 rano.

Mimo, że byłem trochę zmęczony, ponieważ w pociągu z Budapesztu do Belgradu ciężko było mi wypocząć (musiałem spać maksymalnie płytko, by wybudzać się podczas kontroli paszportowych, których miałem aż trzy), to jednak perspektywa imprezy o 6 rano w niedziele brzmiała całkiem ciekawie.

Lokal, do którego się udaliśmy był trochę nietypowy. Było to mieszkanie w starej kamienicy, przerobione na pub. Trochę zdziwił mnie fakt, że taka knajpa może funkcjonować wśród normalnych mieszkań. Czy nikt z lokatorów nie burzył się z tego powodu? Próbowałem się tego później dowiedzieć, ale nie uzyskiwałem odpowiedzi w stylu „Też się nad tym zastanawiamy.”.

Pub, którego nazwy niestety nie pamiętam (być może nawet nie miał nazwy), wyglądał dosyć ciekawie. Było to duże, puste mieszkanie. Ściany były zarysowane różnymi napisami i obrazkami. Było też trochę poniszczonych mebli, a pod oknem stała świąteczna choinka. W mieszkaniu – pubie, były 3 pokoje. W jednym pokoju były jakieś stoliki, przy których zalegało jeszcze kilka osób. Kolejny pokój był zamieniony na dance floor, a w pokoju, znajdującym się zaraz przy wejściu był bar, przy którym ludzie ledwo trzymali się na nogach. Cały lokal był ewidentnie przewidziany do tego, by przyjść do niego po jakiejś dłuższej zabawie np. w dyskotece i skończyć w nim imprezę.


Bojan zamówił mi drinka o nazwie Blue Frog. Sam nigdy nie zamawiam drinków, chociaż popełniłem ich całkiem sporą ilość pracując kiedyś, jako kelner, a później barman w 4art. Jednak jakoś picie drinków, to zupełnie nie mój klimat. Anyway, drink był niebieski i poza tym, raczej niczym innym się nie wyróżniał.

Pijąc drinka rozmawiałem głównie z Bojanem, ale przy okazji zamieniłem też kilka słów z dwiema, zupełnie losowymi osobami. Najpierw z Serbką, która wkręciła się kilka godzin wcześniej, że będzie wszystkich wkręcać, że jest hiszpanką i mówiła jakieś zdania po hiszpańsku. Te zdania, tak samo jak cała nasza rozmowa, nie miały większego sensu. Powiedziałem tylko, że przyjechałem trochę poznać miasto.

Serbko-hiszpanka: W sumie jest tutaj kilka fajnych miejsc, jednak to niestety nie Hiszpania, mój drogi. Ale mam nadzieję, że Ci się spodoba. 

Nie chciało mi się jakoś bardzo z nią rozmawiać, bo była już mocno wstawiona i przy okazji zajęta mówieniem po hiszpańsku, do jakiś trzech nawalonych gości, którzy stali przy barze.

Potem porozmawiałem chwilę ze Słoweńcem, który od roku mieszka w Belgradzie. Opowiedział mi o swojej nieszczęśliwej miłości, która przydarzyła mu się sobotniej nocy.

Słoweniec: Przyszedłem tutaj koło pierwszej i zobaczyłem za barem miłość swojego życia. Mówię Ci, to była właśnie ona. Istny cud. Zagadałem do niej, a ona powiedziała mi, że właśnie kończy pracę. Chwilę później wyszła zza baru i usiadła koło mnie. Rozmawialiśmy chwilę, może 5 minut i nagle przyszedł jej chłopak. Powiedziała, że musi iść. Wstała i wyszła. Moja miłość. A ja zostałem tutaj sam i ze smutku siedzę i pije przy tym barze.

Shit happens - pomyślałem. Uznałem, że chyba najwyższy czas się stąd zwijać. Miejsce może nawet miało swój klimat, jednak przyjechałem zobaczyć coś więcej, niż tylko to puste mieszkanie, przerobione na bar, którego lokatorzy, mają już zdecydowanie za dużą kapę, do prowadzenia jakiś sensowniejszych rozkmin.

Złapaliśmy z Bojanem taksówkę i pojechaliśmy do mieszkania Vlady. Chwilę pogadałem ze starymi, dobrymi kumplami z wyjazdu do Omanu. Każdy z nas był trochę nieprzytomny. Ja byłem ściorany po nocnej jeździe pociągiem, Bojan po imprezie, a Vlada czekał na mnie całą noc, bo miał po mnie wyjść na dworzec, więc nie chciał zaspać (jednak Bojan się w ostatniej chwili odezwał, że mnie odbierze, więc Vlada został w domu). Ogarnąłem się trochę i położyłem się na kilka godzin.

Wstałem koło południa i razem z Bojanem i Vladą poszliśmy zobaczyć to zniszczone, szare i niebezpieczne miasto. Gdy wyszedłem z mieszkania, zobaczyłem słońce, uśmiechniętych ludzi na ulicy i mnóstwo zieleni dookoła. Zrozumiałem, że całe moje wyobrażenie Belgradu, było zupełnie nietrafione.

To pierwsze, niesamowite wrażenie, śródziemnomorskości i lekkości całego Belgradu utrzymuje się we mnie do teraz.

Komentarze

Popularne posty